Archiwa kategorii: Dialogi z Podświadomością

Część 18 – Let’s misbehave!

"Where there's smoke there's fire", Russell Patterson
Alina

– Zatrzymaj się! Posłuchaj mnie wreszcie! – podświadomość zagrodziła mi drzwi. – Jak ty to sobie wyobrażasz?

– O co ci znowu chodzi? – westchnęłam zatrzymując się w ciasnym, ciemnym korytarzu.

– O co mi chodzi?! Jesteś zupełnie nieprzygotowana! – gestykulowała żywo. – Jak ty chcesz jechać na te targi pracy?

„Normalnie, autem…” – miałam na końcu języka, jednak nie wypowiedziałam głośno moich myśli. Widziałam kropelki potu na jej czole. Dłonie jej drżały. Zobaczyłam siebie sprzed kilku lat. Przypomniałam sobie dawny strach paraliżujący mnie przed każdym publicznym wystąpieniem. Poczułam jego cień ściskający mi gardło. „Teraz jestem już w innym miejscu” – pomyślałam – „to już niepotrzebne”.

– Zapomniałaś, że słyszę twoje myśli? – warknęła podświadomość.

– To już naprawdę przeszłość…

– Jaka przeszłość? – przerwała mi. – Jutro rano masz wystąpienie, a potem warsztaty. Nie masz już czasu lepiej się przygotować.

– Przecież jestem…

– Ty to nazywasz przygotowaniem? Przecież nawet nie pamiętasz co chciałaś powiedzieć!

– To wyłącznie dzięki tobie! – warknęłam. – To przez twoje napięcie wszystko zapominam, więc po co mam robić cokolwiek więcej? Z resztą, lubię improwizować – wzruszyłam ramionami. – Wolę podążać za tym, co dzieje się w grupie  – uśmiechnęłam się.

– Ale… – jęknęła cicho.

– Zależy ci, żebyśmy to dobrze poprowadziły? – czułam już zapach przewagi.

– Tak…

– To mi nie przeszkadzaj! – syknęłam i wyszłam z mieszkania zostawiając ją zdezorientowaną i niepewną.

Wąska ścieżka wiła się spokojnie przez park. Szłam powoli rozkoszując się jednym z pierwszych, naprawdę ciepłych dni tej wiosny. Promienie słońca rozszczepiały się na pąkach młodziutkich liści drzew, powodując wokół dziki taniec żółto – zielonych refleksów. Nagle zorientowałam się, że z kolejnym krokiem weszłam w zupełnie inną słoneczną alejkę, innego parku, wiele lat temu…

– Jak by to było przez jeden dzień udawać, że żyjemy w Matrixie? Wyobraźcie sobie tylko… – miny moich przyjaciół wyraźnie sugerowały, że powinnam zamilknąć. Znowu to samo, ten sam co zawsze brak zrozumienia. A przecież pomysł był całkiem zabawny i ciekawy. Zobaczyć świat z innej perspektywy… Tak, chyba jednak powinnam zamilknąć. Dopiero kika lat później dowiedziałam się, że mój pomysł z czasów studiów, aby przez jeden dzień udawać, że żyję w Matrixie, wcale nie był taki bezsensowny 😉

Rozejrzałam się wokół. Twarze przyjaciół zniknęły. Znowu byłam na ścieżce w drodze do tramwaju. Tylko… skąd nagle to wspomnienie? No nic, nie wiem. W końcu, to tylko wspomnienie…

– Czy możesz potraktować to poważnie? – westchnął inspektor Jack Robinson, gdy jego aresztantka poczęstowała go wspaniale pachnącą potrawą, przyniesioną właśnie przez służącą.
– Poważnie? – Phryne spojrzała na niego z uśmiechem podając mu do ust kawałek zapiekanki. – Poważnie, to było w 1918 – p
erspektywa przeżytej wojny nieodwołalnie ugruntowała jej pogląd na temat tego, co warto traktować poważnie.

„Zagadki kryminalne panny Fisher” (2012-2015)

 Moje myśli płynnie przeskoczyły do innego czasu i rzeczywistości. Tym razem do serialu, który niedawno oglądałam… Przed moimi oczami zawirowała Phryne Fisher w swojej pięknej sukni skrojonej na lata dwudzieste. W przystrzyżonych do linii brody, ciemnych włosach zatańczyły bursztynowe refleksy. Kapelusz trzymała w dłoni i śmiała się do słońca. Uśmiechnęłam się. Co właściwie tak mi się spodobało w tej bohaterce? Jej swoboda i nonszalancja? Pewność siebie i radość? Pociąg do przygód? Tak… chyba właśnie to wszystko.

Głos ptaka dochodzący z pobliskiego krzaku wyrwał mnie z zamyślenia ponownie przywołując do mojej rzeczywistości. Nie stłumił jednak tego dziwnego uczucia w ciele… O co tu chodzi? Może jednak moja podświadomość zdecydowała się współpracować, a teraz daje mi jakiś wskazówki? A gdyby tak być jak Phryne Fisher?…

„Jak się ubrać na te wystąpienia?” – kolejne ubrania lądowały na rosnącym stosie. Było już późno, a ja wciąż nie byłam spakowana. Moje palce trafiły na spódnicę z eko-skóry o nierównym brzegu – „A może…? Jeszcze w niej nie chodziłam.” „Tylko jakie buty do niej…”– odpowiedź pojawiła się przed moimi oczami jeszcze zanim skończyłam pytanie. Kowbojki! A do tego ta kolorowa chustka! No cóż, może nie jest to typowy strój wyjściowy… Ale co tam! Coś wewnątrz mówiło mi, że to dobry wybór. Poczułam delikatny aromat swobody i pewności siebie, doprawiony przygodą…

– Nie mogę zmienić prawa panno Fisher – inspektor Jack Robinson robił co mógł, by zrobić na Phryne odpowiednie wrażenie.
– Naprawdę? – wzruszyła ramionami. – W takim razie będę musiała je obejść!

„Zagadki kryminalne panny Fisher” (2012-2015)

Czasami w terapii zadaję pytanie  – „Kto mógłby sobie poradzić z tą sytuacją?” Wcielenie się w kogoś innego, choćby to była postać fikcyjna, daje nową perspektywę i dystans. Pozwala też sięgnąć po jakości i cechy charakteru, które są nam dostępne, ale rzadko z nich korzystamy.

Każdy z nas ma w sobie postać inspektora, który „wie” – i bardzo chętnie nam przypomina – co możemy i powinniśmy, a czego nie. Co jest głupie i jak wypada… Co jest przerażające lub „odjechane”, a co właściwe i „w porządku”. Sięgnięcie po inną niż zazwyczaj perspektywę pozwala „obejść prawo”. Wtedy nie trzymają się nas stare zasady 😉 To, co dzieje się dalej zadziwia mnie do dzisiaj. Podobnie jak w serialu o Phryne Fisher, inspektor mięknie, a ich relacja się zmienia. Zaczynają się wspierać i dobrze bawić. Okazuje się, że to, w co wierzył umysł było po prostu nawykiem.

Jak to się odbyło podczas moich wystąpień na targach pracy? Uznałam, że Phryne Fisher zupełnie nie przejęła by się sytuacją. Sięgnęłam po jej perspektywę na świat i ludzi. Przez chwilę byłam nią, wyobrażając sobie spotkania z ludźmi. A potem? Podczas samych targów byłam z powrotem sobą, ale z jej perspektywą… Lęk znikł, a ja cieszyłam się rozmowami i spotkaniami.

*Przytoczone fragmenty oraz film pochodzą z serialu „Zagadki kryminalne panny Fisher” (2012-2015)

Share

Część 17 – Syriusz

Budda

Asia

Po trzech latach wytężonej nauki sztuki uzdrawiania, w małej wiosce na Podkarpaciu Syriusz odnalazł swojego mistrza.

Ów lekarz medycyny naturalnej praktykował od ponad trzydziestu lat. Ludzie w okolicy znali go i szanowali. Przyjeżdżali do niego również pacjenci z dalekich stron. Syriusz nieraz słyszał w gabinecie: „Panie doktorze – proszę przyjąć tę kurę w dowód wdzięczności – lekarze nie dawali mi już szans, a teraz jestem zupełnie zdrowy!”, albo: „Schudłam dzięki Pana zabiegom ponad 5 kilo i ani chwili nie czułam się głodna”.

Doktor uważnie przyjrzał się Syriuszowi, gdy ten poprosił o przyjęcie na praktykę. Znał go już od wielu lat i ucieszył się, że będzie miał nowego zdolnego ucznia.

Początki były dość proste. Uczeń notował objawy pacjentów i wykonywane zabiegi. Uczył się przez obserwację i asystowanie. Zorientował się, że doktor opracował spójny system  zabiegów akupunktury, które były najskuteczniejsze.

Po pewnym czasie, gdy pacjenci opowiadali swoje historie, Syriusz zaczął przewidywać jakie zabiegi może zaproponować doktor. Najczęściej jego sugestie okazywały się trafne. Doktor pozwalał mu  wykonywać część nakłuć. Asystent nabierał coraz większej pewności siebie i chciał jak najszybciej otworzyć własną praktykę.

Pewnego dnia zdecydował, że zacznie wypowiadać na głos  rodzaj zabiegu, który uważa za najodpowiedniejszy dla pacjenta. To był akt odwagi, bo do tej pory milczał i tylko skrzętnie notował własne obserwacje. Pukanie do drzwi, skrzypnięcie i do gabinetu wszedł mężczyzna średniego wzrostu. Zaczął opowiadać o swoich dolegliwościach.

– Doktorze, w tym przypadku sugerować można zabieg brzuszny. Czy taki będzie Pan wykonywał?

– Hm, to całkiem trafna sugestia, dobry zabieg i z pewnością by pomógł. Jednak biorąc pod uwagę jeszcze jedną ważną kwestię, zrobimy rozszerzoną serię „sportowiec” – spokojnym tonem odparł doktor.

Syriusza zalała fala zakłopotania. Natychmiast grzmotnęło w jego głowie: „Trzeba było się nie odzywać! Ty się do tego nie nadajesz! Nigdy się tego nie nauczysz!”

Gdy doktor poprosił go o pomoc przy zabiegu, z ledwością mógł się skoncentrować. To był ostatni pacjent przed przerwą. Postanowił wyjść na spacer, żeby ochłonąć. Wyciągnął telefon z kieszeni i  wybrał numer „Słoneczko”.

– Syriusz! Cudownie, że dzwonisz, jestem Twoją przerwą w pracy! Co u Ciebie? – usłyszał w słuchawce ciepły kobiecy głos.

– Nie najlepiej mi dzisiaj poszło, myślę o przerwaniu praktyk – westchnął.

– Co się stało? Przecież tyle się uczysz przy doktorze. On cię bardzo szanuje i ceni! – wyczuł w jej głosie zdziwienie.

– Szanuje i ceni? A to, że nigdy się nie nauczę, że się do tego nie nadaję! To kto mówił?

– Syriusz, to niemożliwe, żeby doktor tak cię oceniał. Co się naprawdę wydarzyło? – głos kobiety spoważniał.

Nagle go olśniło. Przecież doktor z szacunkiem tylko skorygował jego sposób leczenia i co więcej, poprosił go o przeprowadzenie zabiegu. To znaczy, że musiał mieć do niego zaufanie.

Przypomniał sobie, że kiedyś ktoś bardzo mu bliski mocno go krytykował, ale to nie ma żadnego związku z sytuacją z gabinetu. Postanowił wrócić i dowiedzieć się więcej o  różnicach w ich diagnozach. Tylko w ten sposób, wypowiadając swoje zdanie, czasami myląc się i zadając pytania ma szansę zostać bardzo dobrym akupunkturzystą.

Share

Część 16 – Szepty do świata

desert

Alina

Nie wiedziałam. Może dlatego, że zawsze chciałam zniknąć w tłumie i stać się niewidzialna. Z resztą, nawet gdybym na to wpadła, sama myśl byłaby paraliżująca. Tak było bezpieczniej. Nie odzywać się, nie zwracać na siebie uwagi, nie prosić o pomoc i nie mówić, że coś bym chciała. No, może koleżance, ale nie ŚWIATU. Efekt? Gdy potrzebowałam usłyszenia, kazałam się światu domyślać mojego istnienia. Nie przyszło mi nawet do głowy wydobyć z siebie głos, odezwać się, oznajmić, że jestem. Nie wiedziałam, że tak się to robi. Przecież nie wypada mówić, że jest się w czymś dobrym. Jeśli jesteś w czymś dobry, to ludzie sami to zauważą… prawda? No i nie ma ryzyka, że ktoś uzna, że jednak nie jesteś wystarczająco dobry. Zawsze możesz być lepszy.

Czasami coś we mnie wstępowało i mówiłam – „Chcę…” Z duszą na ramieniu i ściśniętym żołądkiem oznajmiałam światu moje pragnienia. Często zaraz potem chciałam się schować i zniknąć. Jak śmiałam być tak bezczelna, żeby się odezwać? To nie moje miejsce. Jeszcze nie dorosłam do tego. Nie wiem wystarczająco dużo, nie mam wystarczającego doświadczenia, nie jestem na tyle odważna…

Aż kiedyś zadzwoniła Ona: „Powiedziałaś, że chcesz, więc możesz przyjechać”. Wtedy jeszcze nie załapałam jak to działa. Byłam w zbyt wielkim szoku, a część moich szarych komórek nadal pozostawała uśpiona. Pojechałam, mimo strachu. Przecież odwaga nie polega na braku lęku. To podejmowanie wyzwań pomimo lęku.

Niedawno to zdarzyło się ponownie. Znowu Ona, znowu powiedziała: „Napisałaś, że chcesz, więc przyjedź”. I wtedy zrozumiałam. Jakby ktoś zapalił światło w moim umyśle – jeśli chcesz, by świat dowiedział się o twoich pragnieniach, poinformuj go! To takie proste. Jak inaczej ma odpowiedzieć?

Share

Część 15 – Gdy niebo wali się na głowę

Alina

– Co my teraz zrobimy? – zapytała moja podświadomość po serii przekleństw.

Siedziała na fotelu wpatrując się we mnie szeroko otwartymi oczami. Ciasno owinięta bordową chustą wyglądała, jakby tkwiła w kokonie i nie mogła się ruszyć. Wzięłam głęboki oddech.

– Po pierwsze przestań tak ściskać mi głowę – warknęłam rozmasowując skronie. – To nie pomaga. Tak, przyznaję, sytuacja nie jest różowa. Ale na szczęście nic aż tak strasznego się nie stało. Mogłyśmy być w tym samochodzie.

– Niewiele brakowało!

– Wiem, ale wszystko jest w porządku. No, prawie w porządku. Po prostu nie mamy auta.

– No właśnie! – podświadomość podskoczyła w swoim kokonie. – A przecież potrzebujemy czymś jeździć do Wrocławia i Warszawy – słowa wydobywały się z jej ust z prędkością światła. – Jak ty to sobie wyobrażasz? Wiesz ile będzie kosztował następny samochód?

– Daj spokój. A ubezpieczenie? Jeszcze nic nie wiem. Do tego zaczyna się weekend i do nikogo nie mogę się dodzwonić – gestem dłoni powstrzymałam jej kolejny potok słów. – Musimy poczekać.

– Poczekać… – mruknęła podświadomość.

– Wiem, że nie jesteś w tym najlepsza – mrugnęłam do niej i się uśmiechnęłam. – Po prostu powinnyśmy się czymś zająć.

Potrzebowałam przekierować na coś moją energię i zająć uwagę. Proponowałam książkę lub film, ale ona tylko robiła miny, a mnie głowa bolała coraz bardziej. Wizje pracy lub spaceru w kilkunastostopniowym mrozie i smogu, odstraszały nawet mnie. W końcu mnie olśniło.

– Pamiętasz ten sen sprzed kilku dni? – podświadomość podniosła głowę a w jej oczach dostrzegłam błysk zaciekawienia.

Tydzień wcześniej miałam sen… Właściwie trudno to nazwać snem. Nie wiem co to było. W nocy przyszli do mnie dwaj bohaterowie powieści, którą piszę. Starając się mnie nie obudzić, debatowali nad moją głową o tym, że powinnam założyć blog pisarski. Działo się to w tej niesamowitej przestrzeni pomiędzy snem a jawą. Leżałam na łóżku i podsłuchiwałam, zastanawiając się co się dzieje 😉 (całą opowieść możesz przeczytać TUTAJ). Podchodzę do moich snów z ogromną ciekawością. Często prowadzą mnie w miejsca, których bym świadomie nie wybrała… i właśnie tam zaczynają się przygody.

– Tak, właśnie ten sen – patrzyłam jej prosto w oczy. – Zróbmy to!

Ból głowy nieznacznie ustąpił. Siadłam do komputera. W sobotę postawiłam stronę na WordPressie, w niedzielę napisałam szereg artykułów. W ten sposób powstała Pisarska Przygoda. Przez kolejne dni pisałam jeszcze więcej, to pomagało. Początkowo, kolejne decyzje i spotkania związane z rozbitym autem moja podświadomość kwitowała bólem głowy i oporem.

– Popatrz, mamy do zrobienia kolejny krok. Tylko tyle. Przecież to nic wielkiego – tłumaczyłam mojej podświadomości. – Potem możemy wrócić do pisania.

– No niby tak – mruczała i ustępowała.

Szybko przykre dolegliwości stawały się coraz słabsze.

– Tak, przyjdę na 20:00 – powiedziałam do telefonu pewnego dnia.

– Czyś ty zwariowała? – moja podświadomość aż podskoczyła z oburzenia. – Umawiasz się na masaż? Wiesz jakie wydatki teraz mamy? No i jestem padnięta, nie mam siły nigdzie iść!

– I właśnie dlatego pójdziemy – uśmiechnęłam się. – Najlepsze co możemy teraz zrobić, to zadbać o siebie.

– Ale…

– Właśnie teraz, właśnie dlatego, że mamy dużo stresu i zmęczenia, właśnie dlatego, że teraz potrzebujemy tego najbardziej – cisza. Nie pojawiło się kolejne „ale”. – Dobrze – skwitowałam.

– Wiesz, to był naprawdę dobry pomysł – moja podświadomość zamruczała mi do ucha, gdy wyszłyśmy od masażysty.

– Wiem – uśmiechnęłam się do niej szeroko.

Ostatecznie wszystko się dobrze ułożyło. Nauczyłam się, że naprawdę warto o siebie zadbać. Szczególnie w trudnych momentach sxgnmkq. A mój blog pisarski? Rozwija się. Możesz tam przeczytać opowieści o moim śnie, o książce, którą piszę i o tym, w jaki sposób pisanie transformuje i uzdrawia. Gotowy na Pisarską Przygodę? Zapraszam 🙂

Share

Część 14 – Łącznik

Piękna naga kobieta siedząca na konie z trzecim okiem

Kobieca Moc – Kobieta i Koza

Asia

Zimno, biało, a ja miałam wypieki na twarzy i motylki w brzuchu. U mnie kwitła wiosna. Wyprostowałam się za kierownicą, ostatni zakręt, parking. Rękawiczki, czapka, szalik. „Zaraz spotkam Alicję! Zobaczę wystawę jej prac. Och!” Czuję swędzenie wokół nosa. Wzruszenie rozlało się po ciele. Już jestem dumna. A co to będzie za chwilę.

Ta uczelnia – od razu poczułam – jest inna od tych, na których ja studiowałam. Kształty, kolory, ten świat barw i cieni – co to? Hogwart? W którą stronę? Rzuciłam niepewne spojrzenie. Złapałam uśmiech kobiety zza biurka a za nim pytanie:

– Może w czymś pomóc?

– Tak, szukam Alicji Szypuły. Przyszłam obejrzeć wystawę jej rysunków.

– Ach tak, jest tu obecnie kilkanaście wystaw różnych artystów… A na jakim wydziale pani Alicja studiuje?

– No ja właściwie… – I nagle, pach, pach, pach. Jak kanonada w głowie:

„No co z ciebie za matka??? Nawet nie wiesz na jakim kierunku twoje dziecko studiuje. Trzeba było dokładnie ustalić gdzie i o której się spotykacie. A zresztą, ona też nie jest lepsza. Zawsze tak jest. Nie odbiera telefonu, zapomina o spotkaniach, ma cię gdzieś, a ty wiesz dobrze co to znaczy!” Spojrzałam za siebie. Tym razem moja podświadomość przybrała postać rzeźby tytana, którą minęłam sekundę wcześniej.

„A, to znowu ty? Ostatnio, gdy tak się do mnie zwróciłaś, byłam przemęczona, chora i czekała mnie długa podróż.” – huknęłam pomimo jej imponujących rozmiarów. Już wiedziałam, że ten tytan siedział tylko w mojej głowie. „Teraz jest inaczej. Jestem wypoczęta i zdrowa. Wiem, że Ala mnie kocha a ja ją, bez względu na to czy się za chwilę spotkamy.” Czytaj dalej

Share

Część 13 – Pasażerka na gapę

Asia

Razem z Aliną rozwijamy naszą wspólną firmę, która jeszcze nie ma nazwy, siedziby ani formy prawnej. Za to ma dużo pasji, swobody, wspólne wartości i jest luźno powiązana pomiędzy naszymi działalnościami wykonywanymi osobiście. Jedną w Krakowie, jedną w Brzezinkach, koło Wrocławia.

Ten rok spędzony pomiędzy Krakowem a Brzezinkami był pełen niespodzianek, wyzwań i sukcesów. Był rokiem wzajemnego wsparcia, twórczych i terapeutycznych prac. Razem przeprowadziłyśmy kilka warsztatów i piszemy wspólnego bloga „Dialogi z podświadomością”. Każda z nas tworzy trochę z innego miejsca w sobie, dla mnie to pierwsze pisanie do świata. Jest jeszcze niepewne, nieregularne, zdarzają się powtórzenia i błędy. Na szczęście Alina lubi pisać i ma w tym dużo większe doświadczenie. Pomaga mi, sprawdza moje teksty zanim je opublikujemy.

Nagle, tuż przed końcem dzisiejszego spotkania, Alina mówi:

-Hej, jak nie będziesz regularnie pisać „Dialogów z podświadomością”, to ja się nie zgadzam, żeby je publikować na twojej stronie.

Powiedziała to i patrzy. I widzi, że jeżeli jej intencją było zmotywowanie mnie do bardziej regularnej pracy twórczej, to coś poszło nie tak. Ścisk, klik, i już zamknięte. Zamknęłam serce i klucz do studni. Plum. Dokładnie tak jak robiłam to w dzieciństwie. I udaję, że wszystko jest w porządku. Skończyłyśmy pracę, pożegnałyśmy się, wsiadam do samochodu. Przede mną trzy godziny za kierownicą. Ale jakie to miały być trzy godziny!

Jeszcze zanim wyjechałam z Krakowa droga zaczęła się zamazywać, światła samochodów jadących z naprzeciwka zaciągnęły się złotymi smugami. Zalała mnie fala smutku, łzy popłynęły właśnie gdy wjeżdżałam na autostradę.

Jak ona mogła? Jak mogła mi to zrobić i tak brutalnie mnie potraktować. I tak niesprawiedliwie! O ja nieszczęśliwa, jestem krytykowana, niedoceniana, nierozumiana. Moja najlepsza przyjaciółka wbiła mi złoty sztylet prosto w serce.

Patrzę w lusterko, chcąc zjechać na prawy pas i trochę się uspokoić. Odwracam głowę i widzę, że ktoś siedzi obok mnie. To ja, ale spokojniejsza, bardziej zdystansowana. Uśmiecham się z siedzenia pasażera i mówię:

-Czy aby na pewno to Alina wbiła ten złoty sztylet w twoje serce?

Skupiam się bardziej na prowadzeniu samochodu, uspokajam się i przypominam sobie tą sytuację. Alina coś powiedziała, tak, ale chwileczkę, ona nie miała żadnego sztyletu. To ja! Sama go wbiłam. Ona mi tylko przypomniała, że nie wywiązałam się z naszej umowy, że co miesiąc każda napisze kolejny odcinek. Nic więcej. Cała reszta, która się zadziała, to moja osobista wewnętrzna robota. To sprawka mojej podświadomości i mojej reakcji na jej słowa.

Moja pasażerka kiwa głową ze zrozumieniem.

-Co zamierzasz z tym zrobić? Pyta i uśmiecha się. Ja też się uśmiecham zjeżdżając na Brzezimierz. Jestem już blisko domu.

-Napiszę o tym kolejny odcinek Dialogów. Opublikuję go na mojej stronie z błędami, powtórzeniami i niezgodnymi czasami. Napisany tak jak umiem. Moja przyjaciółka na pewno się ucieszy się, że powstał.

 

Share