Zosia i Czambon – Spójność

Był upalny dzień na wsi, zrzucaliśmy siano na podwórzu gospodarstwa. Drobinki pyłu osiadały na spoconych ciałach, słońce przyjemnie rozgrzewało skórę. Nieopodal pasły się konie.

Nagle na podwórze weszła kilkuletnia dziewczynka. Nikt nie zwrócił na nią uwagi. To była Zosia, mała od sąsiadów. Często się tu pojawiała, gdy panował jakiś ruch. Podeszła do jednego z koni, Czambona, wzięła linkę i ruszyła w stronę sadu. Nikt oprócz mnie tego nie zauważył.

Spoglądając pod słońce widziałam, jak idzie trzymając linkę, a za nią spokojnie podąża pięćdziesiąt razy większy Czambon. Ot, wspólny spacer. Patrzyłam ze zdumieniem, jak to się dzieje, że taki wielki koń z ufnością podąża za małą dziewczynką?

Ze zdumienia wyrwał mnie nagły ruch. To Zosia straciła równowagę i przewróciła się. Kopyto konia zawisło tuż nad nią. Mój oddech się zatrzymał.

Przez moje ciało przeszła fala lęku i napięcia. Poczułam chęć ratowania dziecka i złość, że mogłam się odezwać, nie pozwolić jej iść samej, że pozostali dorośli też mogli zareagować!

Tymczasem Czambon momentalnie przystanął, przeniósł ciężar całego ciała w tył i postawił nogę tuż za pupą małej. Czekał. Zosia spokojnie wstała i ruszyła przed siebie, koń za nią. Jakby nic się nie stało. Poszli dalej, na jabłka. To było ich ulubione miejsce.

Odetchnęłam z ulgą, a zdumienie nasiliło się. Jak to możliwe, że nic się nie stało? Dlaczego Czambon był na niej tak skupiony i uważny? Jak to się stało, że byli tak połączeni?

Wtedy przyszło mi do głowy, że konie słuchają nas wówczas, gdy jesteśmy pozbawieni sprzecznych komunikatów. Gdy całą swoją postawą wyrażamy to, do czego dążymy. Jesteśmy spójni i czytelni – jak Zosia.

Często przypomina mi się to zdarzenie, gdy widzę, jak w kontakcie z końmi ludzie docierają do miejsca swojego wewnętrznego skupienia. Konie motywują ich do odnalezienia w sobie większej jasności, głębszej motywacji.

To z tego miejsca najlepiej komunikować się ze światem. Dlatego zapraszam Was na wspólne poszukiwania.

Share